Piszą o NAS :) w Polityce!

 

Wakacyjny odwyk od internetu: chętnych nie brakuje

Weź się wyłącz!

Oto nowa forma ekstremalnego survivalu: wyjazdy wakacyjne bez dostępu do sieci.

 

w ZAŁĄCZNIKU PONIŻEJ ARTYKUŁ Z POLITYKI o Technouzależnieniu , Cyfrowym Detoxie i Obozach bez elektroniki:

POLITYKA – artykuł – Cyfrowy Detox

Reklamy

Smartfon na bok.

Źródło Newsweek, Grzegorz Kubera, 21.06.2015

smartfon, telefonCzy śpisz ze smartfonem obok poduszki? Czy sprawdzasz e-mail, Facebooka i Instagram zaraz po przebudzeniu? Czy rodzina często zauważa, że za dużo czasu poświęcasz na wpatrywanie się w ekran telefonu? Być może pora na cyfrowy detoks.

W ubiegłym roku University of Virginia przeprowadziło badanie mające wykazać czy ludzie znajdują jeszcze czas na obserwowanie i analizowanie własnych przeżyć. – Chcieliśmy sprawdzić jak bardzo ludzie są przywiązani do urządzeń elektronicznych i czy starają się znajdywać jakąkolwiek wymówkę, aby tylko nie zostać sam na sam z własnymi myślami – wyjaśniał profesor psychologii Timothy Wilson, główny autor badania.

Wyniki zaskoczyły wielu psychologów. W jedenastu eksperymentach z udziałem ponad siedmiuset osób większość uczestników przyznała, że przebywanie w pojedynkę tylko z własnymi myślami okazało się nieprzyjemne już po 6-15 minutach. Autorzy badania zauważyli też, że nie miało znaczenia czy ludzie znajdowali w laboratorium, czy we własnym domu. Nawet jeśli zasugerowano im o czym mają myśleć – przykładowo o planowaniu urlopu – i tak nie lubili czasu spędzonego we własnych głowach. W dzisiejszym świecie chcemy czuć się zajęci.

Czytaj też:Uzależnienie od internetu. Wszyscy jesteśmy siecioholikami>>>

– Na Facebooku co chwila ktoś umieszcza jakiś wpis, polubienie, zdjęcie, a my reagujemy – klikamy kolejne linki, otwieramy kolejne okna, dodajemy kolejne komentarze – zauważa Agnieszka Lamparska-Karwowska, psycholog i psychoterapeuta z Gabinetu Psychologicznego „Razem”. – Napełniamy głowę mnóstwem różnych informacji, od przepisu na dobrą sałatkę, przez polityczne wydarzenia, po „newsy” o miejscu pobytu znajomych. W tym świecie ciągłych powiadomień stajemy się maszynkami do przetwarzania informacji – dodaje.

David Joles, Zuma Press

Czy już czas na cyfrowy detoks?

Przytłaczający i niekończący się strumień wiadomości elektronicznych i wpisów, powiadomień czy polubień był przyczyną powstania takich obozów jak „Digital Detox” (z ang. cyfrowy detoks), organizowanych głównie na terenie Stanów Zjednoczonych. Ludzie zapisują się na obóz, oddają wszystkie gadżety, nie korzystają z internetu i starają się zwalczyć obawę, że coś przeoczą i stracą, ponieważ nie będą „online”. Aby uczestniczyć w takich obozach trzeba zapłacić średnio 350 dol. Bilety rozchodzą się błyskawicznie.

– Czas spędzony bez stałego połączenia z internetem to szansa na oczyszczenie umysłu z natłoku informacji, możliwość powrotu do naturalnego rytmu życia oraz okazja do przeniesienia uwagi z zewnętrznych wydarzeń na siebie, swoje myśli i przeżycia – podkreśla Agnieszka Lamparska-Karwowska.

Jeżeli chęć bycia dostępnym online jest tylko nawykiem, a nie nałogiem, wtedy prawdopodobnie nie trzeba będzie wydawać pieniędzy na pomoc specjalistów, aby uwolnić się od nadmiernego korzystania z elektroniki.

Cyfrowe zaangażowanie ma wiele twarzy. Możemy spoglądać na smartfona co dwie minuty, przeglądać strony internetowe na przystanku czy na spotkaniu towarzyskim, albo odczytywać służbowe e-maile wieczorem, w weekend lub na urlopie. – Jeżeli chcemy odzyskać kontrolę, powinniśmy zacząć od małych kroków – mówi Krzysztof Majkowski, doradca biznesowy firmy Gemius. – Wiele osób oceniających efektywność pracowników wskazuje jako czarną dziurę efektywności pocztę e-mail. Obsesyjne sprawdzanie każdej nowej wiadomości to nasz pierwszy zły nawyk – dodaje Majkowski. Jego zdaniem warto ustawić okna czasowe, w których sprawdzamy wiadomości, np. raz o godz. 12:00 i raz o 15:30. Ponadto zrezygnujmy z wyskakujących okienek z powiadomieniem o nadejściu każdej nowej wiadomości, pamiętając, że jeżeli sprawa jest naprawdę pilna, wtedy dana osoba powinna zadzwonić. – W prywatnym zarządzaniu pocztą e-mail pomaga ustawienie filtrowania wiadomości i zrezygnowanie z tych treści, które nas kompletnie nie interesują – zauważa Majkowski. – Mam zasadę, że jeżeli nie czytam e-maili z jakiegoś źródła dłużej niż od miesiąca, rezygnuję z tych treści całkowicie. Szanse na to, że do nich wrócę są nikłe, a powoli zaczynają one budować presję „nieprzeczytanej skrzynki odbiorczej”, czegoś, co wiem, że gdzieś na mnie się czai i straszy liczbą 1487 nieprzeczytanych wiadomości. Przecież każda może kryć jakiś skarb, prawda? Nie, nieprawda – ucina ekspert.

– Słowo detoks stało się ostatnio bardzo modne. Robimy detoks od cukru, alkoholu, glutenu, toksycznych relacji. Ale czy to faktycznie ma sens? – zastanawia się Jerzy Jakubowski, terapeuta i coach z Gabinetu Terapii Na Szlaku. – Rezygnujemy z jakiejś czynności na określony czas, z założenia krótki. Pozbawiamy się przyjemności, a później nagradzamy za to „pozbawienie” podwójnie: należy mi się, przecież byłem taki dzielny! – tłumaczy coach. Zamiast podchodzić do cyfrowego detoksu jak do jakiegoś rodzaju odwyku, lepiej zastanowić się nad tym co takiego realizujemy w życiu i jakie potrzeby spełniamy, gdy podejmujemy konkretne działanie, np. sprawdzanie e-maila w czasie weekendu. Warto zastanowić się jak wyglądają inne obszary naszego życia. – Spędzanie dużej ilości czasu w świecie wirtualnym musi odbijać się na innych obszarach. Być może związek lub życie towarzyskie bardzo na tym traci – zauważa Jakubowski.

Specjaliści podkreślają, że nadmierne przywiązanie do ekranów elektroniki użytkowej może obniżać umiejętności komunikacyjne. Coraz częściej słyszy się opowieści o tym, jak ktoś przez komunikator internetowy może pisać z inną osobą przez kilka godzin, a gdy spotykają się w „realu” – w świecie pełnym prawdziwych emocji, różnorodności i odczuć – nagle okazuje się, że nie mają sobie nic do powiedzenia. – To bardzo niepokojące zjawisko – zaznacza Jakubowski. – Warto też zaznaczyć, że w ten sposób nie pracujemy z naszymi ograniczeniami. Jeśli jesteś nieśmiały, łatwiej jest stworzyć awatara i udawać kogoś kim się nie jest, niż wyjść na ulicę i pracować nad sobą w rzeczywistym kontakcie z drugim człowiekiem – podkreśla.

Ten problem łatwo przeoczyć

– Używanie mobilnej elektroniki w dzisiejszych czasach jest zarówno niezbędne do funkcjonowania w nowoczesnym społeczeństwie, jak i uzależniające – mówi Marcin Bieńkowski, niezależny dziennikarz zajmujący się popularyzacją nauki i techniki. Sam jednak nie czuje się uzależniony. – Nigdy nie zastanawiałem się nad potrzebą przeprowadzenia cyfrowego detoksu. Na urlopie czy w weekend odruchowo minimalizuję czas spędzany z elektronicznymi urządzeniami – przyznaje. Dla Marcina, podobnie jak dla wielu innych ludzi, smartfony czy tablety to tylko narzędzia, które są pomocne w pracy i życiu codziennym, ale pozostają narzędziami. – Nie dajmy się zwariować – podkreśla Bieńkowski.

Małgorzata Stankiewicz, dyrektor ds. promocji w Pugs and Cats, również nigdy nie zastanawiała się nad cyfrowym detoksem. – Na co dzień staram się racjonalnie korzystać z urządzeń elektronicznych, spotykać się z bliskimi, ze znajomymi, poświęcać czas na swoje hobby. Wtedy smartfon ląduje gdzieś z boku – mówi. Ale po chwili przyznaje, że kiedy odwiedza dom rodzinny, czasami padają uwagi, że znowu wisi na telefonie albo sprawdza coś na tablecie. – O ile to jednak możliwe, staram się odrywać od elektroniki – wyjaśnia.

Problemu nie ma też Anna Watza, dyrektor zarządzająca agencji Planet PR, nawet jeśli w dni robocze zdarza jej się korzystać z urządzeń elektronicznych po 12-16 godzin. – Moja praca sprawia, że jest się wiele godzin nie tylko przy komputerze, ale praktycznie cały czas online, na dodatek przetwarzając olbrzymie ilości informacji – przyznaje Watza. Potrafi jednak odciąć się od bycia online. – W czasie przeznaczonym dla rodziny nie siedzę przed ekranem. Bardzo rzadko słyszę, że powinnam odłożyć telefon czy zostawić komputer.

Dorośli, choć używają na co dzień laptopów i smartfonów, często potrafią nad nimi zapanować. Dzieci mają z tym problem. W Wielkiej Brytanii najmłodszą osobą uzależnioną od tabletu była czterolatka, która nie mogła oderwać się od mobilnych gier. Tabletu zaczęła używać gdy skończyła trzy lata.

Dr Richard Graham z londyńskiego szpitalu Capio Nightingale radzi rodzicom, aby nie dawali dzieciom tabletów czy smartfonów. – Nie zostawiaj iPada na widoku. Jeśli dzieci zobaczą te ładne kolory i duży ekran, będą chciały z niego korzystać – zaznacza dr Graham. Z ankiet przeprowadzonych w Wielkiej Brytanii wynika, że ponad połowa rodziców pozwala swoim dzieciom na korzystanie ze smartfonów i tabletów. Bo przecież wystarczy dać dziecku do ręki iPada z włączoną grą i można mieć spokój na kilka godzin.

Firma Childwise przeprowadziła badanie mające wykazać jak długo dzieci i nastolatki korzystają z telefonów i tabletów każdego dnia. Średnia to 6,5 godz. dziennie, w porównaniu do ok. 3 godz. z 1995 r. (wtedy w grę wchodziły wyłącznie telefony). Najwięcej czasu spędzają przy ekranach nastoletni chłopcy – średnio 8 godz. na dzień. Childwise przeprowadza tego rodzaju badanie co roku na ok. 2000 dzieciach w wieku od 5 do 16 lat.

Psycholog Agnieszka Lamparska-Karwowska zauważa, że dzieci coraz częściej są wręcz przyklejone do ekranów. – Od paru lat spędzam wakacje podróżując po Europie i nocując na kempingach. Cieszy mnie kontakt z naturą, przestrzeń, możliwość nieskrępowanego ruchu. Przyjeżdżają też rodzice z dziećmi w różnym wieku, bo są i 6-latki, i 10-latki, i 15-latki – opowiada Lamparska-Karwowska. – Nie wiem czy dużo się pomylę, jeśli powiem, że ok. 80 proc. dzieci wypoczywających z rodzicami na kempingach – poza czasem kiedy kąpią się w basenie czy morzu – siedzi ze wzrokiem wlepionym w ekran laptopa, smartfona lub tabletu.

Zdaniem psychologów rodzice powinni znaleźć równowagę pomiędzy tym jak długo i do jakich celów dzieci używają elektroniki – zwłaszcza gdy nie mają jeszcze dziesięciu lat. – Jeśli twoje dziecko denerwuje się gdy nie może używać smartfona, a także woli rozmawiać z innymi przez internet i za pomocą komunikatorów, zamiast w prawdziwym świecie, wtedy należy zacząć pracować nad zmianami – zauważa dr Graham.

Sprawdź na własnej skórze

Nawet jeśli uważasz, że nie masz problemu z elektroniką i nie jesteś uzależniony od internetu, wypróbuj – choćby przez weekend – cyfrowy detoks. – Niezależnie od tego, z jakiego powodu ktoś spędza czas przed komputerem – czy to jest kwestia uzależnienia czy silnego nawyku – cyfrowy detoks ma sens. Odłączenie się od sieci jest wówczas nowym doświadczeniem, konfrontuje człowieka z samym sobą i pozwala przeżyć coś inaczej – podkreśla Agnieszka Lamparska-Karwowska. – Niektórzy po detoksie szybko wrócą przed komputer, jednak wrócą już ze świadomością, że bez komputera nie potrafią żyć, lub że jest to dla nich bardzo trudne. To może być impulsem do podjęcia większej zmiany – dodaje. Inni z kolei podczas detoksu mogą odkryć dawno zapomniane sposoby wykorzystywania weekendów czy wieczorów i powrócić do zaniedbanych relacji czy hobby. Dzięki temu mają szansę uruchomić nową perspektywę i zachowania.

Źródło: Fotolia

 

Terapeuta i coach Jerzy Jakubowski proponuje też prosty test, który wykaże czy jesteś uzależniony od internetu i gadżetów elektronicznych. – Posiedź przez godzinę w ciszy i zobacz jak się poczujesz. Bez włączonego radia, telewizora, otwartego laptopa – sugeruje Jakubowski. – Albo przynajmniej wyobraź sobie sytuację, gdzie następuje dwutygodniowa przerwa w dostawie prądu. Bateria telefonu wystarczy tylko na jeden dzień. Jak byś się wtedy poczuł? Jak wyglądałby twój świat? Co stałoby się niemożliwe, a co możliwe?

Niektóre firmy same oferują stosowne programy lub szkolenia, dzięki którym pracownicy nie popadają w uzależnienie od poczty e-mail lub innych usług internetowych. Dla przykładu Daimler, niemiecki producent samochodów i ciężarówek, wprowadził w ubiegłym roku program pozwalający pracownikom na automatyczne usuwanie wiadomości e-mail, które trafiają do nich w czasie urlopu wypoczynkowego. Jaki sens ma odpoczynek, gdy wracasz po dwutygodniowej przerwie i czeka na ciebie 200 e-maili, którymi trzeba się zająć, a także pojawiają się nowe, bieżące sprawy?

Należy zdawać sobie sprawę, że elektronika czy aplikacje to tylko narzędzia. – Są nierozłącznym elementem rozwoju, ale tylko wtedy przynoszą korzyści, kiedy wiemy w jaki sposób je odpowiednio wykorzystać – zaznacza Ewa Piłat, chief security officer w T-Mobile Polska S.A. – Wszystko zależy od naszej percepcji i podejścia do elektroniki. Jeśli wykorzystujemy urządzenia elektroniczne jako narzędzie pracy niezbędne lub też wspierające nas w codziennych zadaniach, „odłączanie” następuje samoistnie po zakończeniu tych zadań. Jeśli natomiast elektronika wykorzystywana jest w każdym możliwym czasie i miejscu, jako tzw. wypełniacz czasu, to jest to moment kiedy powinniśmy poważnie zastanowić się i świadomie podjąć wyzwanie „odłączenia”, aby nie zatracić się całkowicie w coraz to nowszej technologii oraz w innej, wirtualnej rzeczywistości – wyjaśnia Piłat.

Zdroworozsądkowe podejście stosuje też Monika Płocke, prezes zarządu Nordea IT. – Z racji zawodu i stanowiska pozostaję online praktycznie cały czas. Ale nie widzę w tym większego problemu. Uważam, że nowe technologie oferują nowe możliwości i trzeba z nich korzystać, tylko z rozsądkiem – podkreśla. – Nie mam potrzeby całkowitego odcięcia się od świata, ale też nie stanowi dla mnie żadnego problemu odcięcie się od dostępu od informacji przez kilka dni – zaznacza. To, czy damy się uzależnić, czy nie, zależy wyłącznie od nas.

Jak przeprowadzić cyfrowy detoks?

Jeśli zdecydujesz się przeprowadzić cyfrowy detoks, oto kilka porad ułatwiających cały proces. Podzieliliśmy je od łatwych do trudnych do wdrożenia:

Krok 1: Przestań obserwować i „śledzić” w serwisach społecznościowych ludzi i firmy, które nie są twoimi prawdziwymi znajomymi, a także zrezygnuj z otrzymywania wiadomości e-mail od firm i osób, które dawno straciły twoje zainteresowanie. Dodatkowo usuń z telefonu aplikacje, których nie używasz.

Krok 2: Wyłącz wszelkie powiadomienia informujące o nowych wiadomościach lub aktualizacjach. Dotyczy to zwłaszcza poczty e-mail i serwisów społecznościowych takich jak Facebook.

Krok 3: Postaraj się zwalczyć ochotę sięgnięcia po telefon zaraz po przebudzeniu, aby sprawdzić czy nie wydarzyło się coś interesującego, albo czy nie otrzymałeś wiadomości. Jak radzi projektant mody Tom Ford, każdy mężczyzna powinien mieć rano czas na czytanie gazety (lub książki). To samo dotyczy kobiet.

Krok 4: Umieść ładowarkę telefonu lub tabletu w innym pokoju niż sypialnia. Ponadto co najmniej na godzinę przed pójściem spać nie używaj żadnego urządzenia z jasnym ekranem. Dodatkowa korzyść: poprawi się jakość twojego snu!

Krok 5: Wybierz się ze znajomymi lub rodziną na obiad, a telefon zostaw w domu.

Krok 6: Spędź przynajmniej jeden dzień, najlepiej sobotę lub niedzielę, całkowicie bez dostępu do serwisów społecznościowych.

Krok 7: Wyłącz telefon, tablet i komputer na cały dzień. Przekonaj się czy dasz radę.

Krok 8: Spróbuj obejść się bez elektroniki przez cały weekend.

Polecamy też zobaczyć poniższy krótki film przygotowany przez rapera i aktywistę Richarda Williamsa, znanego szerzej jako Prince Ea. Czy wiedzieliście, że przeciętna osoba przeznacza aż 4 lata swojego życia na wpatrywanie się w ekran telefonu?

Źródło Newsweek, Grzegorz Kubera, 21.06.2015

http://stylzycia.newsweek.pl/uzaleznienie-od-smartfona-przeprowadz-cyfrowy-detoks,artykuly,365431,1.html

 

Internetowy detox

Źródło: http://www.fpiec.pl/post/2015/08/03/internetowydetoks
Internetowy detoks - coś, czego potrzebujesz na wakacjach

Internetowy detoks – coś, czego potrzebujesz na wakacjach

Co tak naprawdę dzieje się z naszym mózgiem i ciałem, gdy na jakiś czas odstawimy wszystkie urządzenia elektroniczne? Sprawdźcie, jakie rezultaty może przynieść kilkudniowy tryb offline.

Cały czas jesteśmy online. Wiemy, że nasze smartfony są powodem naszej dekoncentracji, bo przecież ciągle zerkamy na maila i messengera, aby sprawdzać, czy mamy jakieś nowe wiadomości. Ale czy aby na pewno chcemy wiedzieć, jak naprawdę wpływają na nas portale społecznościowe i smartfonowe aplikacje? Przyjrzyjmy się temu, co naukowcom udało się ustalić w kwestii wpływu internetowych mediów na ludzkie ciało i psychikę.

Wyniki badań okazały się niepokojące – portale social media są źródłem pojawiania się zachowań narcystycznych, a same smartfony urządzeniami wywołującymi bezsenność. U dzieci, u których zauważono zmniejszony poziom zachowań empatycznych, odnotowano zarazem uzależnienie od ekranów urządzeń elektronicznych.

Coraz większy procent społeczeństwa zdaje sobie sprawę, że przyszłe pokolenie nie powinno być uzależnione od sieci, bo doprowadza to do jego oderwania od rzeczywistości.

Założona w 2013 r. organizacja Kovert ma na celu rozpoczęcie wprowadzania zmian w tej kwestii. Firma mająca swoje siedziby w Londynie i Nowym Jorku zatrudnia obecnie 20 osób – są to specjaliści z dziedziny neurologii, psychologii i filozofii, którzy pracują nad stworzeniem raportu przedstawiającego, jak współczesna technologia wpływa na ludzkie ciało i psychikę. Rezultatem jest nie tylko przełomowy zakres wyników badań, ale także stworzenie specjalnej biżuterii, która pozwala na odłączenie się z zasięgu, ale jednocześnie bycie informowanym w pilnych przypadkach kontaktu.

U dorosłych problem uzależnienia od wirtualnej informacji dotyczy najczęściej zarządzających i obejmujących wysokie stanowiska. Dlatego organizacja przeprowadziła eksperyment – zaproszono 35 osób wybranych spośród przedstawicieli różnych przedsiębiorców. Cała grupa miała wyjechać na marokańską pustynię i żyć tam bez korzystania ze współczesnych technologii. W tym czasie obserwowali ich neurolodzy.

Po 3 dniach braku dostępu do sieci zachowanie ludzi uległo widocznej zmianie. W rozmowach zaczęli patrzeć sobie w oczy, nie spuszczać wzrok w kierunku ekranu telefonu.

Ich postawa ciała także stała się bardziej otwarta – ramiona odsunęły się w tył, a głowa pozostawała w górze. Odmieniona sylwetka i wewnętrzne nastawienie do świata było widoczne już od razu – ciało było odprężone i emanujące pewnością siebie, spokojem oraz empatią. Rozmowy pomiędzy uczestnikami też stały się automatycznie głębsze. Okazuje się, że kiedy nie mamy pod ręką wyszukiwarki Google, nasza wyobraźnia pozwala na poruszanie ciekawszych i bardziej twórczych tematów, które nie ograniczają się do konwersacji na zasadzie ‘pytanie – odpowiedź’. Dodatkowo udowodniono, że uczestnicy zapamiętywali ze swoich rozmów znacznie więcej szczegółów, niż miałoby to miejsce z udziałem smartfonów, gdyż byli całkowicie skoncentrowani na kontakcie z drugą osobą.

digital detox

Po całodniowych spotkaniach uczestnicy eksperymentu udawali się spać, a rano wszyscy jednogłośnie przyznawali, że dawno nie mieli okazji tak dobrze wypocząć. Powodem ich bezsenności były zawsze ekrany urządzeń, które emitowały niebieskie światło, tłumiące w organizmie melatoninę – ta z kolei ułatwia zasypianie. Co ciekawe, większość zebranych potwierdziła, że bez dostępu do sieci zaczęła bardziej rozmyślać nad swoim życiem i perspektywami prywatnymi oraz zawodowymi. Wcześniej wszystkie głębsze rozważania były tłumione przez zalew informacji z sieci.

Eksperyment potwierdza, że aby w pełni móc nacieszyć się wolnym czasem i spędzić go w bliskości z innymi, ale także samym sobą, powinniśmy całkowicie odciąć się od sieci.

Jest to dodatkowo ważne dla osób spędzających przed komputerem 8 godzin dziennie – detoks od urządzeń elektronicznych i czas spędzony na łonie natury sprawia, że po powrocie do codziennych obowiązków jesteśmy bardziej produktywni, niż gdybyśmy spędzili cały swój urlop z laptopem i smartfonem w ręku.

Powiedzenie ‚stop’ stałemu byciu online może się okazać ważne dla naszego zdrowia fizycznego i psychicznego. Ponieważ żyjemy w epoce FOMO (Fear of Missing Out – strach przed tym, że coś nas ominie), czyli epoce powiadomień (zarówno jeśli chodzi o wiadomości z pracy, jak i te napływające z kont naszych znajomych na portalach społecznościowych) grozi nam uzależnienie od informacji.

Przez to, że boimy się bycia w tyle z najnowszymi doniesieniami, wypalamy się w życiu prywatnym i zawodowym.

Już w 2013 r. na Fast Company zaczęły pojawiać się wskazówki, jak stopniowo wychodzić z życia online. Kiedy informować swoich znajomych, że nie będziesz dostępny przez jakiś czas na różnych portalach? Jak powinno brzmieć takie uprzedzenie? Czy po powrocie jest szansa na przekopanie się przez wszystkie zaległe maile? Okazuje się, że wcale nie jest to takie trudne, a cały proces bezpiecznego odcinania się od Internetu może trwać 25 dni. Baratunde’owi Thurstonowi, autorowi tych wskazówek, udało się odsunąć od siebie chęć ciągłego sprawdzania swoich kont. Dziennikarz opowiadał, że gdy nie miał dostępu do urządzeń elektronicznych, znalazł więcej czasu na przeżywanie każdej chwili, bo już nie musiał ich wszystkich ciągle dokumentować, fotografować i komentować. Był całkowicie obecny w tym, co akurat go spotykało.

 

Źródłó: http://www.fpiec.pl/post/2015/08/03/internetowydetoks

..bez telefonu…

Eric Pickersgill….mistrz obiektywu…

Spojrzcie na zdjęcia które zrobił. Niby nic takiego, a jednak czegoś na nich brakuje. Brakuje tego czego brakować powinno. Telefony, tablety, laptopy – to sprzęty które są wszechobecne i jest ich stanowczo za dużo. Eric pokazał jak daleko weszły z butami w nasze życie. Usuwając sprzęty elektroniczne ze zdjęć uwydatnił nasze przywiązanie do nich. Zmieniliśmy przez nie nasze nawyki, ruchy, gesty i przyzwyczajenia.

Bez nich wyglądamy komicznie. Wyglądamy jakbyśmy  powyginanymi palcami naszych dłoni próbowali złapać niewidzialne pyłki fruwające w powietrzu. Jakbyśmy pochyleni próbowali w nienaturalny sposób pobudzić do życia skostniałe ręce.

Byćmoże życie bez telefonów i tabletów wyglądałoby zupełnie inaczej. Może mężczyzna któremu żona obcina włosy porozmawiałby z nią o dniu spędzonym w pracy i zapytałby jak jej minął dzień. Może młoda para wymieniłaby kilka romantycznych spojrzeń, wyszeptała ciepłe słowa do ucha i pogrążyła się w namiętnym pocałunku. Może dzieciaki zastygłe w bezruchu na kanapie biegałyby po podwórku kopiąc piłkę wzniecając w sobie ducha rywalizacji…..

Może…

Zdjęcia pobudzają wyobraźnię i skłaniają do refleksji. Mnie niestety także zasmucają bo pokazują jak świat się zmienił i oddalił ludzi od siebie.

Jednak każdy może odbierać to zupełnie inaczej. Autor genialnych zdjęć interpretację pozostawił każdemu z Was.

 

Fot. Eric Pickersgill, www.removed.social

 

Fot. Eric Pickersgill, www.removed.social

 

Pokolenie aplikacji

Poniżej bardzo ciekawy artykuł Agnieszki Jucewicz / Wysokie obcasy, Gazeta Wyborcza

 

Pokolenie aplikacji: Nikogo już nie dziwi widok dwulatka, który porusza paluszkami po ekranie z wirtuozerią pianisty

Agnieszka Jucewicz  07.11.2015

My, rodzice, przywiązujemy wagę do tego, czy nasze dzieci jedzą zdrowo, czy edukacja, którą otrzymują, zagwarantuje im „sukces” w przyszłości. Jednak jeśli chodzi o „medialną dietę”, to już różnie z tym bywa

Przeczytaj wywiad z dr Lucyną Kirwil, kierowniczką polskiego zespołu badawczego „EU Kids Online”

„Kto z was chciałby, żeby te wszystkie gadżety po prostu zniknęły?” – to pierwsze pytanie, które zadaje rodzicom na swoich warsztatach Yalda T. Uhls, amerykańska psycholożka i badaczka zajmująca się wpływem mediów na dzieci. Zwykle ponad połowa podnosi rękę. Co ich przeraża? Przede wszystkim to, że ich dzieci zdecydowanie zbyt dużo czasu spędzają przed ekranami wszelkiej maści. Oprócz telewizji, która w wielu domach wciąż stanowi numer jeden, mamy dziś komputery, laptopy, tablety, smartfony, konsole oraz armię zabawek wyposażonych w monitory. Dane mogą rzeczywiście przerażać – według Kaiser Family Foundation amerykańskie dzieci od ósmego do 18. roku życia w 1999 r. spędzały w kontakcie z mediami ponad siedem godzin dziennie, w 2010 r. – już prawie 11 godzin, a liczba ta z roku na rok rośnie. Według Joan Ganz Cooney Centre dwie trzecie amerykańskich dzieci od czwartego do siódmego roku życia w roku 2010 aktywnie używało iPhone’a. Tak rzetelnych danych w Polsce brak. Można mieć nadzieję, że liczby byłyby dużo skromniejsze. Ale czy aż tak, jak nam się wydaje? Sprzęt jest coraz tańszy, dostęp do internetu niemal powszechny (według danych GUS z 2014 r. 74 proc. polskich rodzin korzysta z internetu), a od 2010 r., kiedy pojawił się iPad i inne tablety, nowe media trafiają w ręce coraz młodszych użytkowników. Nikogo już nie dziwi widok dwulatka, który porusza paluszkami po ekranie z wirtuozerią pianisty. Ta sprawność budzi zachwyt, ale też niepokój. Jaki te wynalazki mają wpływ na rozwijający się mózg? Na kształtującą się osobowość? Jakie relacje z innymi będą w przyszłości tworzyć dzieci, które Marc Prensky, amerykański ekspert od edukacji, nazwał w 2001 r. „cyfrowymi tubylcami”, albo jeszcze młodsze pokolenie, które dopiero wychodzi z pieluch, ale dorobiło się już określenia „pokolenie aplikacji”? Jaki będą miały dostęp do emocji własnych i innych ludzi? Na liście zmartwień pojawiają się także: uzależnienie, narażenie na nawiązanie relacji z kimś nieodpowiednim, kontakt z pornografią i brutalnymi treściami, a także izolacja i zachowania antyspołeczne. O odpowiedzi trudno, bo ośrodki badawcze podobnie jak i my dopiero poznają tę dziedzinę życia.

AKCJA DETOKS 

Zapraszamy Was do przeprowadzenia eksperymentu. Przez tydzień, najlepiej zaczynając od jutra, wyłączcie w domu Internet i ekrany (smartphony, tablety, komputery, telewizory).

Zasady są proste:

– detoks trwa tydzień

– detoks dotyczy domu (co robicie w pracy – wasza sprawa),

– jeśli pracujecie w domu, nie korzystajcie z Internetu i ekranów w czasie wspólnie spędzanym z rodziną

– wyłączcie Internet w telefonie (czyli żadnych newsów, social mediów itp.)

– telefony i smsy – dozwolone, Messenger, Viber, Whats’upp, itp. – nie.

– telefony niech leżą w jednym miejscu, traktujcie je jak stacjonarne do ważnych spraw

Swoje doświadczenia opiszcie w mailu (w tytule napiszcie „Detoks”) albo liście i przyślijcie do 23 listopada – piszcie nawysokieobcasy@wyborcza.pl. Wybranych nagrodzimy zestawami gier planszowych Egmont.

 

Czym skorupka za młodu

Najczęstsze pytania, które zadają rodzice, to: „Ile czasu pozwolić dwulatkowi bawić się iPadem?”, „Ile czasu może spędzać przed ekranem ośmiolatek?”. Amerykańskie Stowarzyszenie Pediatrów (APA) ma na to konkretną odpowiedź: poniżej drugiego roku życia – zero minut, powyżej – do dwóch godzin. Psychologowie, którzy badają wpływ mediów na dzieci, są mniej restrykcyjni: byłoby najlepiej, gdyby dzieci do drugiego roku życia w ogóle nie przesiadywały przed ekranem, ale czy dziesięciominutowa bajka dziennie zostawi na ich psychice trwały ślad? Nie. Gorzej, jeśli smartfon czy iPad mają ukoić, zabić nudę, a przede wszystkim zagwarantować rodzicowi święty spokój. Taki sposób korzystania z mediów przez dzieci – regularnie i przez dłuższy czas – grozi poważnymi konsekwencjami. Przede wszystkim dziecko wtedy rzadziej wchodzi w interakcje z rodzicem, na czym traci i ono, i rodzic. Poza tym regularnie „zatykane” smartfonem czy tabletem przyzwyczaja się, że tylko w ten sposób może regulować swoje emocje, zwłaszcza te trudne, i nie rozwija wewnętrznych mechanizmów, dzięki którym samo będzie potrafiło się uspokoić albo stymulować. Jeśli chodzi o wartości edukacyjne płynące z ekranu, to są one dla dziecka poniżej dwóch lat bliskie zera. – Takie maluchy potrzebują kontaktu z człowiekiem, jego głosu, twarzy, mimiki, dotyku – przekonuje Yalda T. Uhls*. – Mają obserwować świat, bo na tej podstawie najwięcej się uczą. Poniżej drugiego roku życia trudno im przełożyć to, co się dzieje na ekranie, na własne doświadczenie. Z przesuwania palcem po szybce rozumieją jedynie „przyczynę” i „skutek”. To je fascynuje podobnie jak naciskanie guzika od windy.

Jeśli chodzi o kilkulatki i dzieci z wczesnej podstawówki, to psychologowie są zgodni – znacznie ważniejsza od limitów czasowych jest obecność rodziców. – Młodszym dzieciom, które dopiero wchodzą w ten świat, można pokazać, ile w nim jest dobrego, do czego tablet może się przydać. Np. jako słownik, encyklopedia czy program do tworzenia własnych treści – podpowiada Yalda T. Uhls. – Z młodszymi dziećmi warto wspólnie oglądać filmy i programy, żeby móc o nich potem porozmawiać, coś im wyjaśnić. Starszym warto tłumaczyć, czym jest internet, jakimi prawami się rządzi, jak ważna jest prywatność i jak szanować innych użytkowników. To istotny element współczesnej edukacji.

* W Stanach niedawno miała premierę książka „Media Moms & Digital Dads” autorstwa Yalda T. Uhls. Autorka jest psycholożką i znaną badaczką wpływu nowych mediów na dzieci.
Moje konto, moja sprawa

Profesor Yalda T. Uhls poza tym, że bada wpływ mediów na dzieci i młodzież oraz jest autorką książki „Media Moms and Digital Dads. A Fact-Not-Fear Approach to Parenting in the Digital Age” (Medialne mamy i cyfrowi ojcowie. Oparte na faktach, a nie na strachu podejście do rodzicielstwa w epoce cyfrowej), która właśnie miała premierę w USA, jest też mamą 12-latka, fana gier „Minecraft” i „Civilization”, oraz 15-latki, „przyszytej” do swojego telefonu wyznawczyni selfie. Jeśli chodzi o własne dzieci, Uhls należy do grona rodziców restrykcyjnych (podobnie jak wielu pracowników wysokiego szczebla w Dolinie Krzemowej) i nie wstydzi się tego, chociaż jej ingerencja w prywatność dzieci dla wielu rodziców może być kontrowersyjna. Uhls tłumaczy: – Jak inaczej mogłabym je nauczyć bezpiecznej komunikacji w sieci? My, rodzice, zawsze mamy nadzieję, iż stworzyliśmy taką relację z dziećmi, że one same do nas przyjdą, kiedy coś je będzie trapić, ale często tak się nie dzieje.

Gdy dzieci Uhls założyły pierwsze skrzynki mailowe, konta na Facebooku i Instagramie, ich mama miała do nich dostęp. Dzięki temu mogła je monitorować i na bieżąco interweniować: „Nie wolno upubliczniać takiego zdjęcia!”, „Nie wolno w ten sposób pisać o koleżance!”. Kilka lat temu dowiedziała się, że jej córka zarejestrowała się w serwisie Ask.fm, w którym uczestnicy anonimowo zadają pytania i udzielają odpowiedzi, często nie szczędząc sobie brutalnych komentarzy. Swego czasu serwis ten obwiniano o sprowokowanie wielu tragedii, m.in. samobójstw nastolatków, które nie wytrzymały publicznego poniżenia. – Wyrejestrowałam ją stamtąd, a potem miałyśmy dyskusję na ten temat. Ale już nie zaglądam córce do poczty. Jest na to za duża, szanuję jej autonomię – przyznaje. – Za to nadal raz na jakiś czas opowiadam dzieciom jedną z coraz dłuższej listy tzw. historyjek z morałem. A to o dziewczynie, która wrzuciła na YouTube’a klip o tym, jak nie znosi „Azjatów w bibliotece”, a potem dostawała pogróżki już w realnym życiu. O innej, która dla żartu napisała na Twitterze, że jest terrorystką i zamierza podłożyć bombę w liniach lotniczych American Airlines, a potem miała do czynienia z FBI. Albo o dziewczynce, która nagrała rasistowski rap i wysłała go „w zaufaniu” dwóm przyjaciółkom, po czym nagranie dostało się do sieci i musiała odejść ze szkoły w atmosferze skandalu.

Wielu amerykańskich rodziców zawiera z dziećmi umowy w sprawie korzystania z internetu, tabletów czy smartfonów. Co wolno, kiedy, gdzie i jak długo. Internet jest pełen takich „gotowców”, które można ściągnąć i zaadaptować do własnych potrzeb i wieku dziecka. Inni decydują się na filtry lub internetowe „nianie”, które monitorują aktywność w sieci. Specjaliści są zgodni, że działają one w przypadku młodszych dzieci, ale starsze szybko je przechytrzają. Filtry i „nianie” zwalniają też rodziców z zainteresowania tym, co w sieci robią ich dzieci.

 

Facebookowa depresja, pokolenie „lajków”

Medialne straszaki działają na wyobraźnię rodziców, którym podsuwa się a to wizje kilkulatków uzależnionych od tabletów, miotających się w spazmach, gdy się im je odbiera, a to pokolenia „lajków” uzależnionego od aprobaty w internecie albo pogrążonego w depresji w wyniku nadużywania Facebooka, a to pokolenia graczy, dla których sensem życia jest „World of Warcraft”. Jaka jest prawda?

– W świetle badań facebookowa depresja nie istnieje – uspokaja Yalda T. Uhls. – Co więcej, są przekonujące badania, które wskazują na to, że media społecznościowe sprawiają, iż pewna grupa ludzi dzięki nim czuje się mniej samotna. „Lajki” rzeczywiście, mówiąc potocznie, mogą uzależniać, bo działa tu taki sam mechanizm jak przy robieniu innych przyjemnych rzeczy. Łechtany jest ośrodek nagrody, który sprawia, że chce się te doświadczenia powtarzać.

Ale są też badania, które dowodzą, że wiele gier komputerowych rozwija takie kompetencje, które są dzisiaj najbardziej pożądane na rynku pracy, np. myślenie przestrzenne, kreatywność, zdolności kognitywne. W pewnym badaniu udowodniono np., że chirurdzy laparoskopowi, którzy grają w gry wideo, są bardziej precyzyjni od niegrających kolegów. A co z uzależnieniem? Naukowcy z krajów zachodnich nie są zgodni co do tego, jak definiować i zakwalifikować zjawisko uzależnienia od internetu.

To, że są ludzie, którzy nie potrafią funkcjonować bez gier, pornografii internetowej, surfowania po sieci czy Facebooka, jest faktem, ale te zachowania wciąż nie są wyodrębnione jako osobne zaburzenia (np. w podręczniku klasyfikacji zaburzeń psychicznych Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego „Diagnostic and Statistical Manual of Mental Disorders”, w skrócie DSM), chociaż podejmowane są takie wysiłki. Najczęściej używanym terminem jest „zespół uzależnienia od internetu” (Internet Addiction Disorder albo ZUI – po polsku), inni badacze wolą mówić o „problematycznym korzystaniu z internetu”. Niektórzy terapeuci traktują je tak jak choroby z kategorii „zaburzenia nawyków i popędów” albo „zaburzenia obsesyjno-kompulsywne”. I chociaż amerykańscy i europejscy badacze uważają, że destrukcyjny wpływ korzystania z nowych mediów dotyczy niewielkiego odsetka dzieci – od kilku do 11 proc. w zależności od badań – to nie wszędzie tak jest.

Mali konsumenci: Jak nauczyć dzieci świadomie funkcjonować w świecie pełnym reklam i niepotrzebnych produktów? 
W pieluchach, za kratkami

W Azji, głównie w Chinach i Korei Południowej, to gigantyczny problem. Uzależnienie uznawane jest tam za chorobę, którą należy leczyć w ośrodkach zamkniętych, a także za najpoważniejsze zagrożenie dla zdrowia psychicznego dzieci i młodzieży. 30 proc. Koreańczyków poniżej 18. roku życia, czyli prawie 2,5 mln osób, jest w grupie ryzyka. W związku z tym rząd zbudował już ponad 140 centrów konsultacyjnych oraz uruchomił programy terapeutyczne przy stu szpitalach, a ostatnio także obozy, w których przeprowadza się technologiczny detoks i terapię. Zespół specjalistów stworzył nawet listę pytań służącą do diagnozowania uzależnienia od internetu, zwaną skalą K (od „Korea”). Skąd ten problem akurat tam? Przede wszystkim gry online to największy produkt eksportowy Korei Południowej – dochód z niego szacuje się na ok. 1,5 mld dol. Do tego szybkie łącze internetowe jest w ponad 90 proc. tamtejszych gospodarstw. I tam, i w Chinach wielkim problemem są cyberkafejki, które wyrastają jak grzyby po deszczu. Jest jeszcze jeden powód – ogromna presja ze strony rodziców, społeczeństwa i rządu na edukacyjne osiągnięcia dzieci. Niektóre tego nie wytrzymują i uciekają przed nadmiernymi oczekiwaniami w wirtualny świat, gdzie mają i osiągnięcia, i aprobatę swojej społeczności.

Daxing pod Pekinem, jeden z pierwszych ośrodków leczenia uzależnienia dla nieletnich, otwarty w 2004 r., chwali się 70-procentową skutecznością, ale metody, które się tam stosuje, są radykalne. Można się im przyjrzeć w krótkometrażowym filmie nakręconym dla „New York Timesa” – „China’s Web Junkies”. Dzieci, najczęściej nastoletni chłopcy, przywożone są do ośrodka wbrew swojej woli, czasem uśpione lekami. W ośrodku o więziennym rygorze spędzają za kratami trzy-cztery miesiące. Oprócz wojskowego drylu i fizycznego wysiłku czeka je terapia i leczenie farmakologiczne. Do udziału w terapii zachęca się też rodziców, których wiedza na temat uzależnień i internetu jest najczęściej znikoma. Pytanie dyrektora ośrodka i psychologa o to, czy zdają sobie sprawę, że ich dzieci są po prostu samotne, boli, ale jednocześnie pozwala inaczej spojrzeć na to, co się dzieje w rodzinie. Dlaczego – jak jeden z bohaterów filmu – te dzieci potrafią nie jeść, nie pić, nie spać i załatwiać się w pieluchy, żeby tylko nie stracić ani sekundy z grania? Dyrektor ośrodka w Daxing nazywa zespół uzależnienia od internetu „elektroniczną heroiną”. Badania to potwierdzają – struktura mózgu nastolatków cierpiących na zespół uzależnienia od internetu przypomina strukturę mózgu nałogowych heroinistów i kokainistów.

Fot. Małgorzata Gurowska
A może cyfrowy detoks?

Dowiedziono, że efektem długiego siedzenia przed komputerem są: kłopoty z odcinkiem szyjnym kręgosłupa, zespół cieśni nadgarstka, pogarszający się wzrok, otyłość, kłopoty ze snem – światło emitowane przez komputer zaburza wydzielanie melatoniny, hormonu odpowiedzialnego za sen – oraz problemy z pamięcią wynikające z przeładowania informacjami, ale również z tego, że ponieważ większość spraw pamięta za nas komputer, mózg czuje się zwolniony z odpowiedzialności. Do tego dochodzi kwestia wielozadaniowości, czyli tzw. multitaskingu.

Większość dorosłych i dzieci obcuje z kilkoma gadżetami jednocześnie, oglądając film, odpisujemy na maile, odpisując na maile, sprawdzamy Facebooka, sprawdzając Facebooka Wydaje nam się, że efektywnie wykorzystujemy czas. Niestety, prawda, którą potwierdza wiele badań, jest taka, że multitasking tylko nas rozprasza i spowalnia, a żadnej z tych czynności nie wykonujemy dobrze.

Do wielu musimy wracać i je ponawiać. Jest jeszcze jeden skutek, szczególnie istotny w przypadku dzieci. Te, które zbyt dużo czasu spędzają przed ekranem, mają większą trudność z odczytywaniem emocji z ludzkich twarzy, co stanowi podstawę empatii. Yalda T. Uhls w eksperymencie, który przeprowadziła w 2012 r., „wywiozła” 51 nastolatków, które na co dzień nie rozstawały się ze smartfonami, do lasu – bez telewizji, komputerów i telefonów. Po pięciu dniach wspólnych zabaw, rozmów, zwyczajnego bycia razem, dzieci odzyskiwały tę wrodzoną umiejętność.

I to jest coś, o czym specjaliści mówią coraz częściej: cyfrowy detoks jest potrzebny nie tylko dzieciom, nie tylko od wielkiego dzwonu. Niech to będzie spacer z psem bez telefonu w ręku. Wspólny posiłek bez włączonego telewizora. Zabawa z dzieckiem bez pstrykania mu zdjęć. Liczba ludzi, którzy odczuwają taką potrzebę odłączenia się, rośnie. I chociaż dzisiaj o wyborze hotelu często decyduje darmowe wi-fi, to oferta ośrodków bez internetu, a wręcz z zakazem wwozu medialnych gadżetów, się rozszerza.

Dzieci to nie klienci
Wnuczka na detoksie, dziadek na haju

– Czuję się jak matka założycielka światowego ruchu na rzecz cyfrowego detoksu. Byliśmy jednymi z pierwszych, dzisiaj to całe plemię – śmieje się Susan Maushart, socjolożka i dziennikarka z Perth w Australii, która w 2008 r. razem z trojgiem nastoletnich dzieci na pół roku odcięła się od mediów. Eksperyment zaczął się od tego, że Maushart na dwa tygodnie wyłączyła korki (żeby nikogo nie kusiło). Wszyscy przez te dwa tygodnie cierpieli na zespół odstawienia. – Ja również – mówi Maushart. – Byliśmy uzależnieni od bycia online.

Korzyści? Przez ten czas wyniki w nauce dzieci bardzo się poprawiły. Bill wyciągnął z pawlacza saksofon, pod koniec eksperymentu grał cztery godziny dziennie, i zapisał się na lekcje gry na fortepianie, a w efekcie wybrał studia muzyczne. Anni odkryła w sobie żyłkę do gotowania i zapaliła się do napisania książki kucharskiej. Sussy czytała papierowe książki i gazety – pierwszy raz w życiu. Wszyscy więcej czasu spędzali na rozmowach, grach planszowych i wyprawach za miasto.

Jak Maushart ocenia ten eksperyment po siedmiu latach? Czy coś trwale zmienił? – Jak pani widzi, wciąż mam w sypialni komputer, a to „ding-ding” to dzwonek mojego telefonu, chociaż w książce napisałam, że dobrze by było wyprowadzić wszelkie media z sypialni. Wciąż jestem informacyjnym „ćpunem”, choć wolę nazywać to „głodem wiedzy”. Ale ten eksperyment przede wszystkim obudził naszą świadomość i przywrócił poczucie kontroli. Pokazał, że to od nas zależy, jak korzystamy z mediów.

Dzisiaj, kiedy Maushart się zorientuje, że znów zabrała iPhone’a pod prysznic, zapala się jej w głowie czerwona lampka. Z kontrolowaniem „nałogu” nadal ma jednak problem Sussy, która niedawno przeprowadziła się do Nowego Jorku. – Przez to, że żyjemy na dwóch kontynentach, nasza aktywność w sieci się spotęgowała – tłumaczy się Maushart. – Z kolei Bill, który pracuje na farmie pereł na jednej z australijskich wysepek, tygodniami nie ma dostępu do internetu. Anni pokochała pracę w bibliotece, a sama Susan właśnie jedzie na „safari z nudą”, czyli tydzień w głuszy bez technologii, pisania i książek – wyjaśnia dziennikarka. – Przygotowuję serię audycji radiowych, w których będę się przyglądać zjawisku nudy, bo mam poczucie, że tolerancja na nią drastycznie się zmniejszyła. Próbujemy ciągle ją czymś zabić, nie znosimy pustych przebiegów. Niesłusznie. Nuda jest nam potrzebna do refleksji, do pobudzenia kreatywności. Ale te wszystkie apokaliptyczne wizje, że przez rozwój technologii nasza cywilizacja jest skazana na upadek, mnie śmieszą – mówi. – Jeśli ta cywilizacja upadnie, to nie przez Facebooka. Sokrates też mówił, że pisanie i czytanie to koniec cywilizacji, ale gdyby Platon nie spisał jego myśli, to nawet byśmy się o tym nie dowiedzieli. Oczywiście, pewien sposób funkcjonowania ludzkości umiera, ale przy okazji rodzi się nowy.

Dlaczego dzieci stały się dla rodziców z klasy średniej ich największą inwestycją psychiczną, emocjonalną i finansową?
Efekt „podaj dalej”

Dzisiaj wielu rodziców przywiązuje ogromną wagę do tego, czy ich dzieci jedzą zdrowo, czy edukacja, którą otrzymują, zagwarantuje im „sukces” w przyszłości. Jednak jeśli chodzi o „medialną dietę”, to już różnie z tym bywa. Wielu rodziców zapomina, że dzieci uczą się głównie przez naśladownictwo. Połajanki w rodzaju: „Nie odrywasz się od komputera!”, kiedy samemu jest się przyklejonym do iPhone’a, rzadko bywają skuteczne.

Jenny Radesky, pediatra i specjalistka od psychologii rozwojowej z Boston Medical Center, kilka lat temu nadzorowała eksperyment, podczas którego grupa badaczy obserwowała 55 rodzin w trakcie posiłków w restauracjach typu fast food. W 40 przypadkach rodzice korzystali z telefonu, z czego większość przez cały czas trwania posiłku. Im bardziej dzieci były ignorowane przez rodziców, tym bardziej domagały się uwagi, co często spotykało się z agresywną reakcją rodzica. Jeden kopnął dziecko pod stołem, inny odepchnął rękę dziecka, które usiłowało podnieść jego twarz znad tabletu.

Psycholog Catherine Steiner-Adair zbadała, jak zaabsorbowanie dorosłych gadżetami wpływa na samopoczucie dzieci. Spytała o to tysiąc respondentów w wieku od czterech do 18 lat. W badaniu najczęściej pojawiały się następujące przymiotniki: „samotna”, „wściekły”, „smutna”, „zły” i „sfrustrowany”. Czterolatka nazwała smartfon taty „głupim telefonem”, inne dzieci z pasją opowiadały o tym, jak w złości wrzuciły telefon rodzica do ubikacji albo schowały w piekarniku, a pewna 13-latka przyznała smutno: „Czuję się tak, jakbym nudziła ojca, skoro on za każdym razem, kiedy jest ze mną, koniecznie musi odpisać na jakiegoś SMS-a albo odebrać telefon, nawet na wyciągu narciarskim!”.

Steiner-Adair podkreśla, że nie tyle sama ekspozycja dzieci na media ma znaczenie, ile to, jak zachowują się rodzice, czy dbają o relacje z dzieckiem. W książce pt. „Big Disconnect: Protecting Childhood and Family Relationships in the Digital Age” (Brak łącza – ochrona dzieciństwa i relacji w rodzinie w epoce cyfrowej) podaje przykład braci – Eliego i Ivana. Eli kontroluje i ogranicza dostęp dzieci do mediów, komputer stacjonarny ma zabezpieczenia, laptop nie ma łącza z internetem, a w telewizji nie ma kablówki. U Ivana z kolei jest plazma na pół ściany, cała rodzina gra w gry komputerowe, w tym w brutalną „Call of Duty”, a każde dziecko ma swój laptop i komórkę. A mimo to, jak pisze autorka, w obydwu rodzinach dzieci są twórcze, inteligentne, wrażliwe i empatyczne. I tłumaczy to tym, że dla obu ojców zaangażowanie w rodzinę oraz czas spędzony z dziećmi to priorytety.
CZY JESTEŚ UZALEŻNIONY OD INTERNETU?

Jeśli odpowiesz twierdząco na pięć z poniższych pytań, postaraj się skonsultować ze specjalistą.

1. Czy często myślisz o internecie (zastanawiasz się, kiedy ostatnio z niego korzystałeś, i myślisz o tym, kiedy znów do niego usiądziesz)?

2. Czy masz poczucie, że musisz spędzać w nim coraz więcej czasu, żeby osiągnąć podobny stan zadowolenia?

3. Czy próbowałeś już wielokrotnie kontrolować, zmniejszyć ilość czasu spędzanego w internecie albo w ogóle zaprzestać korzystania z niego, ale ci się to nie udało?

4. Czy czujesz się niespokojny, masz zmienne nastroje, jesteś podenerwowany albo przygnębiony, kiedy podejmujesz decyzję, żeby zmniejszyć ilość czasu spędzanego w sieci lub w ogóle zrezygnować z dostępu do internetu?

5. Czy zwykle spędzasz więcej czasu online, niż zamierzałeś?

6. Czy przez nadużywanie internetu straciłeś (lub naraziłeś na utratę) jakąś ważną relację, możliwość pracy, nauki albo kariery?

7. Czy zdarzyło ci się okłamać członka rodziny, terapeutę albo inną osobę, żeby ukryć stopień swojego zaangażowania w internet?

8. Czy korzystasz z internetu, żeby uciec od problemów albo ulżyć sobie w przeżywaniu trudnych emocji, takich jak np. poczucie bezradności, poczucie winy, lęk albo smutek?
PIĘĆ DOBRYCH ZASAD DLA RODZICÓW DZIECI W KAŻDYM WIEKU

(na podstawie książki Yaldy T. Uhls „Media Moms and Digital Dads. A Fact-Not-Fear Approach to Parenting in the Digital Age”)

1. Każdy dorosły, który chce pomóc dzieciom poruszać się po cyfrowym świecie, powinien najpierw przeanalizować swój własny stosunek do mediów. Dzieci bez przerwy nas obserwują i się od nas uczą.

2. Zorganizuj przestrzeń i czas wolną od gadżetów i od sieci. To może być wspólna kolacja, wyprawa za miasto albo uprawianie sportu. Niech to będą regularne zajęcia wpisane w wasz rodzinny grafik. W ten sposób pokazujesz, że wspólny czas spędzony twarzą w twarz, bez urządzeń, jest wartością.

3. Szukaj pozytywów. Jeśli nie chcesz, żeby dzieci odcięły się od ciebie, postaraj się nie krytykować bez przerwy tego, jak obchodzą się z mediami. Staraj się powiedzieć trzy pozytywne rzeczy dziennie na temat tego, jak sensownie skorzystały z mediów.

4. Bądź tam, gdzie one są. Oglądając z nimi film lub program, uczysz je bycia krytycznymi konsumentami. Sprawdzaj ratingi i poproś dzieci, żeby robiły to samo. Jeśli nie masz do czegoś w stu procentach przekonania, obejrzyj to razem z dziećmi.

5. Szukaj pretekstu do nauki w realnym świecie. Media pełne są negatywnych i pozytywnych przykładów zachowań w sieci – rozmawiaj o nich z dziećmi, zamiast dawać im wykład na temat tego, co same zrobiły nie tak.

Obozy „bez elektroniki”

Zgiełk, szybkie tempo życia, uciekający czas…

Dzwoniące telefony, przychodzące maile i powiadomienia, Facebook, Instagram, Tweeter, telewizor.

To wszystko to duża częśc naszego życia. Czasami aż za duża. W gąszczu informacji, naglących terminów i wszystkiego na wczoraj często gubimy prawdziwy sens bycia tu i teraz.

Dlaczego by nie zrobić sobie raz na jakiś czas urlopu od tego, co nas tak mocno pochłania i zabiera wolność?

Obozy „bez elektroniki” to jednym słowem odskocznia od intensywnego życia.

Uczestnicy porzucają swoje laptopy, komórki, zegarki i żargon zawodowy na rzecz totalnego relaksu, świetnej zabawy i wewnętrznej odnowy z dala od zgiełku dużych miast.

Wszyscy tworzą społeczność gdzie pieniądze, osiągnięcia, pozycja społeczna czy zawodowa niewiele znaczą….Za to osobowość, wyrażanie własnych emocji i potrzeb, zawiązywanie przyjaźni, wspólne wspomnienia i doświadczenia liczą się najbardziej.

Na obozach zasięg nie ma znaczenia. Nie jest się  poddanym ciągłej presji odbierania telefonów, odpisywania na smsy i maile. Oglądanie telewizji i surfowanie w sieci nie pochłania wolnego czasu. Każdy dobrowolnie rezygnuje z używania telefonu, komputera, telewizora i innych urządzeń, które odciągają od prawdziwego życia.

Obozowicze uczestniczą w różnego rodzaju zajęciach rekreacyjnych, treningach sportowych, górskich wyprawach, grach terenowych, warsztatach motywacyjnych, sesjach yogi i medytacji. Strzelają z łuku, grają w bule, malują na kamieniach, lepią z gliny i bawią się w bodypainting.  Wieczory spędzają przy ognisku, grają w gry planszowe, słuchają muzyki i poddają się masażom.

Brzmi to troche jak powrót do przeszłości, jakby każdy znów miał stać się dzieckiem i przeżyć kilka szczęśliwych chwil bez myślenia o tym co jutro…. I właśnie o to tutaj chodzi. O odnalezienie prawdziwej radości życia.

 

Podczas obozów obowiązują poniższe zasady:

 

  • Nie używamy cyfrowych technologii, telefonów, laptopów, tabletów.
  • Nie budujemy sieci kontaktów biznesowych.
  • Nie rozmawiamy o pracy.
  • Nie poddajemy się presji czasu.
  • Nie słuchamy się szefa, bo go tu nie ma.
  • Nie stresujemy się.
  • Odpoczywamy.
  • Delektujemy się chwilą.
  • Wspólnie spędzamy czas.
  • Zdobywamy cenne doświadczenia.
  • Kreujemy na nowo rzeczywistość wokół nas.
  • Uczymy się jak samemu robić sobie cyfrowy detox.
  • Poznajemy techniki relaksacji i sposoby na lepszy sen.

 

Jeśli nabrałeś ochoty na przeżycie szczęśliwych chwil to pomyśl nad wyjechaniem na obóz „bez elektroniki”.

Czym jest cyfrowy detox?

CYFROWY DETOX to nic innego jak odłączenie się na pewien okres czasu od telefonu, laptopa i wszystkich urządzeń, za pośrednictwem których stale jesteśmy online.

Pozwala odetchnąć, złapać dystans do świata oraz na nowo sprecyzować swoje cele.

Cyfrowy Detox daje możliwość obcowania z innymi ludźmi, z naturą i w końcu z samym sobą –  w zupełnie inny sposób niż do tej pory.

Obecnie jesteśmy globalnie połączeni bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Wszelakiej maści urządzenia takie jak laptopy, smartfony i tablety są oknem na świat. Dzięki nim możemy pracować, pisać, rozmawiać lub wirtualnie spotkać się z kimś na drugiej półkuli ziemskiej. Era cyfrowych technologii daje nam wiele możliwości. Niestety także zabiera nam niezwykle dużo. Przeciętny Polak spędza więcej niż połowę dnia patrząc w ekran. Negatywny wpływ psychologiczny, społeczny i kulturowy to potwierdzony fakt. To musi się zmienić!

Nasza misja to inspirowanie, edukowanie, rozwijanie i kreowanie życia tak, aby było bardziej świadome, sensowne i zrównoważone. Zarówno to online, jak i offline. Dajemy przyzwolenie na chwile zatrzymania, refleksji i ponownego połączenia z tym, co dla każdego jest ważne.

Odłączając się od wszystkich urządzeń cyfrowych łączymy się z samym sobą oraz otaczającym nas światem. Stajemy się obecni, autentyczni, wyrozumiali i empatyczni.