Pokolenie aplikacji

Poniżej bardzo ciekawy artykuł Agnieszki Jucewicz / Wysokie obcasy, Gazeta Wyborcza

 

Pokolenie aplikacji: Nikogo już nie dziwi widok dwulatka, który porusza paluszkami po ekranie z wirtuozerią pianisty

Agnieszka Jucewicz  07.11.2015

My, rodzice, przywiązujemy wagę do tego, czy nasze dzieci jedzą zdrowo, czy edukacja, którą otrzymują, zagwarantuje im „sukces” w przyszłości. Jednak jeśli chodzi o „medialną dietę”, to już różnie z tym bywa

Przeczytaj wywiad z dr Lucyną Kirwil, kierowniczką polskiego zespołu badawczego „EU Kids Online”

„Kto z was chciałby, żeby te wszystkie gadżety po prostu zniknęły?” – to pierwsze pytanie, które zadaje rodzicom na swoich warsztatach Yalda T. Uhls, amerykańska psycholożka i badaczka zajmująca się wpływem mediów na dzieci. Zwykle ponad połowa podnosi rękę. Co ich przeraża? Przede wszystkim to, że ich dzieci zdecydowanie zbyt dużo czasu spędzają przed ekranami wszelkiej maści. Oprócz telewizji, która w wielu domach wciąż stanowi numer jeden, mamy dziś komputery, laptopy, tablety, smartfony, konsole oraz armię zabawek wyposażonych w monitory. Dane mogą rzeczywiście przerażać – według Kaiser Family Foundation amerykańskie dzieci od ósmego do 18. roku życia w 1999 r. spędzały w kontakcie z mediami ponad siedem godzin dziennie, w 2010 r. – już prawie 11 godzin, a liczba ta z roku na rok rośnie. Według Joan Ganz Cooney Centre dwie trzecie amerykańskich dzieci od czwartego do siódmego roku życia w roku 2010 aktywnie używało iPhone’a. Tak rzetelnych danych w Polsce brak. Można mieć nadzieję, że liczby byłyby dużo skromniejsze. Ale czy aż tak, jak nam się wydaje? Sprzęt jest coraz tańszy, dostęp do internetu niemal powszechny (według danych GUS z 2014 r. 74 proc. polskich rodzin korzysta z internetu), a od 2010 r., kiedy pojawił się iPad i inne tablety, nowe media trafiają w ręce coraz młodszych użytkowników. Nikogo już nie dziwi widok dwulatka, który porusza paluszkami po ekranie z wirtuozerią pianisty. Ta sprawność budzi zachwyt, ale też niepokój. Jaki te wynalazki mają wpływ na rozwijający się mózg? Na kształtującą się osobowość? Jakie relacje z innymi będą w przyszłości tworzyć dzieci, które Marc Prensky, amerykański ekspert od edukacji, nazwał w 2001 r. „cyfrowymi tubylcami”, albo jeszcze młodsze pokolenie, które dopiero wychodzi z pieluch, ale dorobiło się już określenia „pokolenie aplikacji”? Jaki będą miały dostęp do emocji własnych i innych ludzi? Na liście zmartwień pojawiają się także: uzależnienie, narażenie na nawiązanie relacji z kimś nieodpowiednim, kontakt z pornografią i brutalnymi treściami, a także izolacja i zachowania antyspołeczne. O odpowiedzi trudno, bo ośrodki badawcze podobnie jak i my dopiero poznają tę dziedzinę życia.

AKCJA DETOKS 

Zapraszamy Was do przeprowadzenia eksperymentu. Przez tydzień, najlepiej zaczynając od jutra, wyłączcie w domu Internet i ekrany (smartphony, tablety, komputery, telewizory).

Zasady są proste:

– detoks trwa tydzień

– detoks dotyczy domu (co robicie w pracy – wasza sprawa),

– jeśli pracujecie w domu, nie korzystajcie z Internetu i ekranów w czasie wspólnie spędzanym z rodziną

– wyłączcie Internet w telefonie (czyli żadnych newsów, social mediów itp.)

– telefony i smsy – dozwolone, Messenger, Viber, Whats’upp, itp. – nie.

– telefony niech leżą w jednym miejscu, traktujcie je jak stacjonarne do ważnych spraw

Swoje doświadczenia opiszcie w mailu (w tytule napiszcie „Detoks”) albo liście i przyślijcie do 23 listopada – piszcie nawysokieobcasy@wyborcza.pl. Wybranych nagrodzimy zestawami gier planszowych Egmont.

 

Czym skorupka za młodu

Najczęstsze pytania, które zadają rodzice, to: „Ile czasu pozwolić dwulatkowi bawić się iPadem?”, „Ile czasu może spędzać przed ekranem ośmiolatek?”. Amerykańskie Stowarzyszenie Pediatrów (APA) ma na to konkretną odpowiedź: poniżej drugiego roku życia – zero minut, powyżej – do dwóch godzin. Psychologowie, którzy badają wpływ mediów na dzieci, są mniej restrykcyjni: byłoby najlepiej, gdyby dzieci do drugiego roku życia w ogóle nie przesiadywały przed ekranem, ale czy dziesięciominutowa bajka dziennie zostawi na ich psychice trwały ślad? Nie. Gorzej, jeśli smartfon czy iPad mają ukoić, zabić nudę, a przede wszystkim zagwarantować rodzicowi święty spokój. Taki sposób korzystania z mediów przez dzieci – regularnie i przez dłuższy czas – grozi poważnymi konsekwencjami. Przede wszystkim dziecko wtedy rzadziej wchodzi w interakcje z rodzicem, na czym traci i ono, i rodzic. Poza tym regularnie „zatykane” smartfonem czy tabletem przyzwyczaja się, że tylko w ten sposób może regulować swoje emocje, zwłaszcza te trudne, i nie rozwija wewnętrznych mechanizmów, dzięki którym samo będzie potrafiło się uspokoić albo stymulować. Jeśli chodzi o wartości edukacyjne płynące z ekranu, to są one dla dziecka poniżej dwóch lat bliskie zera. – Takie maluchy potrzebują kontaktu z człowiekiem, jego głosu, twarzy, mimiki, dotyku – przekonuje Yalda T. Uhls*. – Mają obserwować świat, bo na tej podstawie najwięcej się uczą. Poniżej drugiego roku życia trudno im przełożyć to, co się dzieje na ekranie, na własne doświadczenie. Z przesuwania palcem po szybce rozumieją jedynie „przyczynę” i „skutek”. To je fascynuje podobnie jak naciskanie guzika od windy.

Jeśli chodzi o kilkulatki i dzieci z wczesnej podstawówki, to psychologowie są zgodni – znacznie ważniejsza od limitów czasowych jest obecność rodziców. – Młodszym dzieciom, które dopiero wchodzą w ten świat, można pokazać, ile w nim jest dobrego, do czego tablet może się przydać. Np. jako słownik, encyklopedia czy program do tworzenia własnych treści – podpowiada Yalda T. Uhls. – Z młodszymi dziećmi warto wspólnie oglądać filmy i programy, żeby móc o nich potem porozmawiać, coś im wyjaśnić. Starszym warto tłumaczyć, czym jest internet, jakimi prawami się rządzi, jak ważna jest prywatność i jak szanować innych użytkowników. To istotny element współczesnej edukacji.

* W Stanach niedawno miała premierę książka „Media Moms & Digital Dads” autorstwa Yalda T. Uhls. Autorka jest psycholożką i znaną badaczką wpływu nowych mediów na dzieci.
Moje konto, moja sprawa

Profesor Yalda T. Uhls poza tym, że bada wpływ mediów na dzieci i młodzież oraz jest autorką książki „Media Moms and Digital Dads. A Fact-Not-Fear Approach to Parenting in the Digital Age” (Medialne mamy i cyfrowi ojcowie. Oparte na faktach, a nie na strachu podejście do rodzicielstwa w epoce cyfrowej), która właśnie miała premierę w USA, jest też mamą 12-latka, fana gier „Minecraft” i „Civilization”, oraz 15-latki, „przyszytej” do swojego telefonu wyznawczyni selfie. Jeśli chodzi o własne dzieci, Uhls należy do grona rodziców restrykcyjnych (podobnie jak wielu pracowników wysokiego szczebla w Dolinie Krzemowej) i nie wstydzi się tego, chociaż jej ingerencja w prywatność dzieci dla wielu rodziców może być kontrowersyjna. Uhls tłumaczy: – Jak inaczej mogłabym je nauczyć bezpiecznej komunikacji w sieci? My, rodzice, zawsze mamy nadzieję, iż stworzyliśmy taką relację z dziećmi, że one same do nas przyjdą, kiedy coś je będzie trapić, ale często tak się nie dzieje.

Gdy dzieci Uhls założyły pierwsze skrzynki mailowe, konta na Facebooku i Instagramie, ich mama miała do nich dostęp. Dzięki temu mogła je monitorować i na bieżąco interweniować: „Nie wolno upubliczniać takiego zdjęcia!”, „Nie wolno w ten sposób pisać o koleżance!”. Kilka lat temu dowiedziała się, że jej córka zarejestrowała się w serwisie Ask.fm, w którym uczestnicy anonimowo zadają pytania i udzielają odpowiedzi, często nie szczędząc sobie brutalnych komentarzy. Swego czasu serwis ten obwiniano o sprowokowanie wielu tragedii, m.in. samobójstw nastolatków, które nie wytrzymały publicznego poniżenia. – Wyrejestrowałam ją stamtąd, a potem miałyśmy dyskusję na ten temat. Ale już nie zaglądam córce do poczty. Jest na to za duża, szanuję jej autonomię – przyznaje. – Za to nadal raz na jakiś czas opowiadam dzieciom jedną z coraz dłuższej listy tzw. historyjek z morałem. A to o dziewczynie, która wrzuciła na YouTube’a klip o tym, jak nie znosi „Azjatów w bibliotece”, a potem dostawała pogróżki już w realnym życiu. O innej, która dla żartu napisała na Twitterze, że jest terrorystką i zamierza podłożyć bombę w liniach lotniczych American Airlines, a potem miała do czynienia z FBI. Albo o dziewczynce, która nagrała rasistowski rap i wysłała go „w zaufaniu” dwóm przyjaciółkom, po czym nagranie dostało się do sieci i musiała odejść ze szkoły w atmosferze skandalu.

Wielu amerykańskich rodziców zawiera z dziećmi umowy w sprawie korzystania z internetu, tabletów czy smartfonów. Co wolno, kiedy, gdzie i jak długo. Internet jest pełen takich „gotowców”, które można ściągnąć i zaadaptować do własnych potrzeb i wieku dziecka. Inni decydują się na filtry lub internetowe „nianie”, które monitorują aktywność w sieci. Specjaliści są zgodni, że działają one w przypadku młodszych dzieci, ale starsze szybko je przechytrzają. Filtry i „nianie” zwalniają też rodziców z zainteresowania tym, co w sieci robią ich dzieci.

 

Facebookowa depresja, pokolenie „lajków”

Medialne straszaki działają na wyobraźnię rodziców, którym podsuwa się a to wizje kilkulatków uzależnionych od tabletów, miotających się w spazmach, gdy się im je odbiera, a to pokolenia „lajków” uzależnionego od aprobaty w internecie albo pogrążonego w depresji w wyniku nadużywania Facebooka, a to pokolenia graczy, dla których sensem życia jest „World of Warcraft”. Jaka jest prawda?

– W świetle badań facebookowa depresja nie istnieje – uspokaja Yalda T. Uhls. – Co więcej, są przekonujące badania, które wskazują na to, że media społecznościowe sprawiają, iż pewna grupa ludzi dzięki nim czuje się mniej samotna. „Lajki” rzeczywiście, mówiąc potocznie, mogą uzależniać, bo działa tu taki sam mechanizm jak przy robieniu innych przyjemnych rzeczy. Łechtany jest ośrodek nagrody, który sprawia, że chce się te doświadczenia powtarzać.

Ale są też badania, które dowodzą, że wiele gier komputerowych rozwija takie kompetencje, które są dzisiaj najbardziej pożądane na rynku pracy, np. myślenie przestrzenne, kreatywność, zdolności kognitywne. W pewnym badaniu udowodniono np., że chirurdzy laparoskopowi, którzy grają w gry wideo, są bardziej precyzyjni od niegrających kolegów. A co z uzależnieniem? Naukowcy z krajów zachodnich nie są zgodni co do tego, jak definiować i zakwalifikować zjawisko uzależnienia od internetu.

To, że są ludzie, którzy nie potrafią funkcjonować bez gier, pornografii internetowej, surfowania po sieci czy Facebooka, jest faktem, ale te zachowania wciąż nie są wyodrębnione jako osobne zaburzenia (np. w podręczniku klasyfikacji zaburzeń psychicznych Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego „Diagnostic and Statistical Manual of Mental Disorders”, w skrócie DSM), chociaż podejmowane są takie wysiłki. Najczęściej używanym terminem jest „zespół uzależnienia od internetu” (Internet Addiction Disorder albo ZUI – po polsku), inni badacze wolą mówić o „problematycznym korzystaniu z internetu”. Niektórzy terapeuci traktują je tak jak choroby z kategorii „zaburzenia nawyków i popędów” albo „zaburzenia obsesyjno-kompulsywne”. I chociaż amerykańscy i europejscy badacze uważają, że destrukcyjny wpływ korzystania z nowych mediów dotyczy niewielkiego odsetka dzieci – od kilku do 11 proc. w zależności od badań – to nie wszędzie tak jest.

Mali konsumenci: Jak nauczyć dzieci świadomie funkcjonować w świecie pełnym reklam i niepotrzebnych produktów? 
W pieluchach, za kratkami

W Azji, głównie w Chinach i Korei Południowej, to gigantyczny problem. Uzależnienie uznawane jest tam za chorobę, którą należy leczyć w ośrodkach zamkniętych, a także za najpoważniejsze zagrożenie dla zdrowia psychicznego dzieci i młodzieży. 30 proc. Koreańczyków poniżej 18. roku życia, czyli prawie 2,5 mln osób, jest w grupie ryzyka. W związku z tym rząd zbudował już ponad 140 centrów konsultacyjnych oraz uruchomił programy terapeutyczne przy stu szpitalach, a ostatnio także obozy, w których przeprowadza się technologiczny detoks i terapię. Zespół specjalistów stworzył nawet listę pytań służącą do diagnozowania uzależnienia od internetu, zwaną skalą K (od „Korea”). Skąd ten problem akurat tam? Przede wszystkim gry online to największy produkt eksportowy Korei Południowej – dochód z niego szacuje się na ok. 1,5 mld dol. Do tego szybkie łącze internetowe jest w ponad 90 proc. tamtejszych gospodarstw. I tam, i w Chinach wielkim problemem są cyberkafejki, które wyrastają jak grzyby po deszczu. Jest jeszcze jeden powód – ogromna presja ze strony rodziców, społeczeństwa i rządu na edukacyjne osiągnięcia dzieci. Niektóre tego nie wytrzymują i uciekają przed nadmiernymi oczekiwaniami w wirtualny świat, gdzie mają i osiągnięcia, i aprobatę swojej społeczności.

Daxing pod Pekinem, jeden z pierwszych ośrodków leczenia uzależnienia dla nieletnich, otwarty w 2004 r., chwali się 70-procentową skutecznością, ale metody, które się tam stosuje, są radykalne. Można się im przyjrzeć w krótkometrażowym filmie nakręconym dla „New York Timesa” – „China’s Web Junkies”. Dzieci, najczęściej nastoletni chłopcy, przywożone są do ośrodka wbrew swojej woli, czasem uśpione lekami. W ośrodku o więziennym rygorze spędzają za kratami trzy-cztery miesiące. Oprócz wojskowego drylu i fizycznego wysiłku czeka je terapia i leczenie farmakologiczne. Do udziału w terapii zachęca się też rodziców, których wiedza na temat uzależnień i internetu jest najczęściej znikoma. Pytanie dyrektora ośrodka i psychologa o to, czy zdają sobie sprawę, że ich dzieci są po prostu samotne, boli, ale jednocześnie pozwala inaczej spojrzeć na to, co się dzieje w rodzinie. Dlaczego – jak jeden z bohaterów filmu – te dzieci potrafią nie jeść, nie pić, nie spać i załatwiać się w pieluchy, żeby tylko nie stracić ani sekundy z grania? Dyrektor ośrodka w Daxing nazywa zespół uzależnienia od internetu „elektroniczną heroiną”. Badania to potwierdzają – struktura mózgu nastolatków cierpiących na zespół uzależnienia od internetu przypomina strukturę mózgu nałogowych heroinistów i kokainistów.

Fot. Małgorzata Gurowska
A może cyfrowy detoks?

Dowiedziono, że efektem długiego siedzenia przed komputerem są: kłopoty z odcinkiem szyjnym kręgosłupa, zespół cieśni nadgarstka, pogarszający się wzrok, otyłość, kłopoty ze snem – światło emitowane przez komputer zaburza wydzielanie melatoniny, hormonu odpowiedzialnego za sen – oraz problemy z pamięcią wynikające z przeładowania informacjami, ale również z tego, że ponieważ większość spraw pamięta za nas komputer, mózg czuje się zwolniony z odpowiedzialności. Do tego dochodzi kwestia wielozadaniowości, czyli tzw. multitaskingu.

Większość dorosłych i dzieci obcuje z kilkoma gadżetami jednocześnie, oglądając film, odpisujemy na maile, odpisując na maile, sprawdzamy Facebooka, sprawdzając Facebooka Wydaje nam się, że efektywnie wykorzystujemy czas. Niestety, prawda, którą potwierdza wiele badań, jest taka, że multitasking tylko nas rozprasza i spowalnia, a żadnej z tych czynności nie wykonujemy dobrze.

Do wielu musimy wracać i je ponawiać. Jest jeszcze jeden skutek, szczególnie istotny w przypadku dzieci. Te, które zbyt dużo czasu spędzają przed ekranem, mają większą trudność z odczytywaniem emocji z ludzkich twarzy, co stanowi podstawę empatii. Yalda T. Uhls w eksperymencie, który przeprowadziła w 2012 r., „wywiozła” 51 nastolatków, które na co dzień nie rozstawały się ze smartfonami, do lasu – bez telewizji, komputerów i telefonów. Po pięciu dniach wspólnych zabaw, rozmów, zwyczajnego bycia razem, dzieci odzyskiwały tę wrodzoną umiejętność.

I to jest coś, o czym specjaliści mówią coraz częściej: cyfrowy detoks jest potrzebny nie tylko dzieciom, nie tylko od wielkiego dzwonu. Niech to będzie spacer z psem bez telefonu w ręku. Wspólny posiłek bez włączonego telewizora. Zabawa z dzieckiem bez pstrykania mu zdjęć. Liczba ludzi, którzy odczuwają taką potrzebę odłączenia się, rośnie. I chociaż dzisiaj o wyborze hotelu często decyduje darmowe wi-fi, to oferta ośrodków bez internetu, a wręcz z zakazem wwozu medialnych gadżetów, się rozszerza.

Dzieci to nie klienci
Wnuczka na detoksie, dziadek na haju

– Czuję się jak matka założycielka światowego ruchu na rzecz cyfrowego detoksu. Byliśmy jednymi z pierwszych, dzisiaj to całe plemię – śmieje się Susan Maushart, socjolożka i dziennikarka z Perth w Australii, która w 2008 r. razem z trojgiem nastoletnich dzieci na pół roku odcięła się od mediów. Eksperyment zaczął się od tego, że Maushart na dwa tygodnie wyłączyła korki (żeby nikogo nie kusiło). Wszyscy przez te dwa tygodnie cierpieli na zespół odstawienia. – Ja również – mówi Maushart. – Byliśmy uzależnieni od bycia online.

Korzyści? Przez ten czas wyniki w nauce dzieci bardzo się poprawiły. Bill wyciągnął z pawlacza saksofon, pod koniec eksperymentu grał cztery godziny dziennie, i zapisał się na lekcje gry na fortepianie, a w efekcie wybrał studia muzyczne. Anni odkryła w sobie żyłkę do gotowania i zapaliła się do napisania książki kucharskiej. Sussy czytała papierowe książki i gazety – pierwszy raz w życiu. Wszyscy więcej czasu spędzali na rozmowach, grach planszowych i wyprawach za miasto.

Jak Maushart ocenia ten eksperyment po siedmiu latach? Czy coś trwale zmienił? – Jak pani widzi, wciąż mam w sypialni komputer, a to „ding-ding” to dzwonek mojego telefonu, chociaż w książce napisałam, że dobrze by było wyprowadzić wszelkie media z sypialni. Wciąż jestem informacyjnym „ćpunem”, choć wolę nazywać to „głodem wiedzy”. Ale ten eksperyment przede wszystkim obudził naszą świadomość i przywrócił poczucie kontroli. Pokazał, że to od nas zależy, jak korzystamy z mediów.

Dzisiaj, kiedy Maushart się zorientuje, że znów zabrała iPhone’a pod prysznic, zapala się jej w głowie czerwona lampka. Z kontrolowaniem „nałogu” nadal ma jednak problem Sussy, która niedawno przeprowadziła się do Nowego Jorku. – Przez to, że żyjemy na dwóch kontynentach, nasza aktywność w sieci się spotęgowała – tłumaczy się Maushart. – Z kolei Bill, który pracuje na farmie pereł na jednej z australijskich wysepek, tygodniami nie ma dostępu do internetu. Anni pokochała pracę w bibliotece, a sama Susan właśnie jedzie na „safari z nudą”, czyli tydzień w głuszy bez technologii, pisania i książek – wyjaśnia dziennikarka. – Przygotowuję serię audycji radiowych, w których będę się przyglądać zjawisku nudy, bo mam poczucie, że tolerancja na nią drastycznie się zmniejszyła. Próbujemy ciągle ją czymś zabić, nie znosimy pustych przebiegów. Niesłusznie. Nuda jest nam potrzebna do refleksji, do pobudzenia kreatywności. Ale te wszystkie apokaliptyczne wizje, że przez rozwój technologii nasza cywilizacja jest skazana na upadek, mnie śmieszą – mówi. – Jeśli ta cywilizacja upadnie, to nie przez Facebooka. Sokrates też mówił, że pisanie i czytanie to koniec cywilizacji, ale gdyby Platon nie spisał jego myśli, to nawet byśmy się o tym nie dowiedzieli. Oczywiście, pewien sposób funkcjonowania ludzkości umiera, ale przy okazji rodzi się nowy.

Dlaczego dzieci stały się dla rodziców z klasy średniej ich największą inwestycją psychiczną, emocjonalną i finansową?
Efekt „podaj dalej”

Dzisiaj wielu rodziców przywiązuje ogromną wagę do tego, czy ich dzieci jedzą zdrowo, czy edukacja, którą otrzymują, zagwarantuje im „sukces” w przyszłości. Jednak jeśli chodzi o „medialną dietę”, to już różnie z tym bywa. Wielu rodziców zapomina, że dzieci uczą się głównie przez naśladownictwo. Połajanki w rodzaju: „Nie odrywasz się od komputera!”, kiedy samemu jest się przyklejonym do iPhone’a, rzadko bywają skuteczne.

Jenny Radesky, pediatra i specjalistka od psychologii rozwojowej z Boston Medical Center, kilka lat temu nadzorowała eksperyment, podczas którego grupa badaczy obserwowała 55 rodzin w trakcie posiłków w restauracjach typu fast food. W 40 przypadkach rodzice korzystali z telefonu, z czego większość przez cały czas trwania posiłku. Im bardziej dzieci były ignorowane przez rodziców, tym bardziej domagały się uwagi, co często spotykało się z agresywną reakcją rodzica. Jeden kopnął dziecko pod stołem, inny odepchnął rękę dziecka, które usiłowało podnieść jego twarz znad tabletu.

Psycholog Catherine Steiner-Adair zbadała, jak zaabsorbowanie dorosłych gadżetami wpływa na samopoczucie dzieci. Spytała o to tysiąc respondentów w wieku od czterech do 18 lat. W badaniu najczęściej pojawiały się następujące przymiotniki: „samotna”, „wściekły”, „smutna”, „zły” i „sfrustrowany”. Czterolatka nazwała smartfon taty „głupim telefonem”, inne dzieci z pasją opowiadały o tym, jak w złości wrzuciły telefon rodzica do ubikacji albo schowały w piekarniku, a pewna 13-latka przyznała smutno: „Czuję się tak, jakbym nudziła ojca, skoro on za każdym razem, kiedy jest ze mną, koniecznie musi odpisać na jakiegoś SMS-a albo odebrać telefon, nawet na wyciągu narciarskim!”.

Steiner-Adair podkreśla, że nie tyle sama ekspozycja dzieci na media ma znaczenie, ile to, jak zachowują się rodzice, czy dbają o relacje z dzieckiem. W książce pt. „Big Disconnect: Protecting Childhood and Family Relationships in the Digital Age” (Brak łącza – ochrona dzieciństwa i relacji w rodzinie w epoce cyfrowej) podaje przykład braci – Eliego i Ivana. Eli kontroluje i ogranicza dostęp dzieci do mediów, komputer stacjonarny ma zabezpieczenia, laptop nie ma łącza z internetem, a w telewizji nie ma kablówki. U Ivana z kolei jest plazma na pół ściany, cała rodzina gra w gry komputerowe, w tym w brutalną „Call of Duty”, a każde dziecko ma swój laptop i komórkę. A mimo to, jak pisze autorka, w obydwu rodzinach dzieci są twórcze, inteligentne, wrażliwe i empatyczne. I tłumaczy to tym, że dla obu ojców zaangażowanie w rodzinę oraz czas spędzony z dziećmi to priorytety.
CZY JESTEŚ UZALEŻNIONY OD INTERNETU?

Jeśli odpowiesz twierdząco na pięć z poniższych pytań, postaraj się skonsultować ze specjalistą.

1. Czy często myślisz o internecie (zastanawiasz się, kiedy ostatnio z niego korzystałeś, i myślisz o tym, kiedy znów do niego usiądziesz)?

2. Czy masz poczucie, że musisz spędzać w nim coraz więcej czasu, żeby osiągnąć podobny stan zadowolenia?

3. Czy próbowałeś już wielokrotnie kontrolować, zmniejszyć ilość czasu spędzanego w internecie albo w ogóle zaprzestać korzystania z niego, ale ci się to nie udało?

4. Czy czujesz się niespokojny, masz zmienne nastroje, jesteś podenerwowany albo przygnębiony, kiedy podejmujesz decyzję, żeby zmniejszyć ilość czasu spędzanego w sieci lub w ogóle zrezygnować z dostępu do internetu?

5. Czy zwykle spędzasz więcej czasu online, niż zamierzałeś?

6. Czy przez nadużywanie internetu straciłeś (lub naraziłeś na utratę) jakąś ważną relację, możliwość pracy, nauki albo kariery?

7. Czy zdarzyło ci się okłamać członka rodziny, terapeutę albo inną osobę, żeby ukryć stopień swojego zaangażowania w internet?

8. Czy korzystasz z internetu, żeby uciec od problemów albo ulżyć sobie w przeżywaniu trudnych emocji, takich jak np. poczucie bezradności, poczucie winy, lęk albo smutek?
PIĘĆ DOBRYCH ZASAD DLA RODZICÓW DZIECI W KAŻDYM WIEKU

(na podstawie książki Yaldy T. Uhls „Media Moms and Digital Dads. A Fact-Not-Fear Approach to Parenting in the Digital Age”)

1. Każdy dorosły, który chce pomóc dzieciom poruszać się po cyfrowym świecie, powinien najpierw przeanalizować swój własny stosunek do mediów. Dzieci bez przerwy nas obserwują i się od nas uczą.

2. Zorganizuj przestrzeń i czas wolną od gadżetów i od sieci. To może być wspólna kolacja, wyprawa za miasto albo uprawianie sportu. Niech to będą regularne zajęcia wpisane w wasz rodzinny grafik. W ten sposób pokazujesz, że wspólny czas spędzony twarzą w twarz, bez urządzeń, jest wartością.

3. Szukaj pozytywów. Jeśli nie chcesz, żeby dzieci odcięły się od ciebie, postaraj się nie krytykować bez przerwy tego, jak obchodzą się z mediami. Staraj się powiedzieć trzy pozytywne rzeczy dziennie na temat tego, jak sensownie skorzystały z mediów.

4. Bądź tam, gdzie one są. Oglądając z nimi film lub program, uczysz je bycia krytycznymi konsumentami. Sprawdzaj ratingi i poproś dzieci, żeby robiły to samo. Jeśli nie masz do czegoś w stu procentach przekonania, obejrzyj to razem z dziećmi.

5. Szukaj pretekstu do nauki w realnym świecie. Media pełne są negatywnych i pozytywnych przykładów zachowań w sieci – rozmawiaj o nich z dziećmi, zamiast dawać im wykład na temat tego, co same zrobiły nie tak.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s